LOGIN: HASLO:








Stanisław Górski - produkty i usługi dla branży gołębiarskiej
Zamach Kawalera na resztki demokracji w PZHGP

2008-09-07  Piotr Patas
................................................................................................................................
Takie odnoszę wrażenie studiując projekt nowych aktów prawnych przygotowanych przez Jana Kawalera na zbliżający się Nadzwyczajny Krajowy Walny Zjazd Delegatów. Proponowane zmiany w statucie i regulaminach idą w dwóch kierunkach. Z jednej strony poważnie ograniczają kompetencje Głównej Komisji Dyscyplinarnej, z drugiej zaś – zwalniają od odpowiedzialności dyscyplinarnej, za podejmowane decyzje, członków zarządów na wszystkich szczeblach związku; począwszy od sekcji, a skończywszy na ZG i Prezydencie.

Jan Kawaler odbiera Głównej Komisji Dyscyplinarnej szereg ważnych kompetencji; w istocie odbiera jej realną władzę w zakresie spraw dyscyplinarnych w Związku, sprowadzając jej rolę do funkcji czysto administracyjnych. Projekt proponowanych przez Kawalera aktów prawnych odbiera GKD prawo do:

- rozpatrywania i rozstrzygania odwołań od orzeczeń wydanych w I instancji przez Okręgowe Komisje Dyscyplinarne,

- wymierzania kar zgodnie z § 15 Statutu,

- zawiadamiania właściwego Zarządu Oddziału lub Okręgu o rażącym naruszeniu przepisów regulaminu przez członków Oddziałowych lub Okręgowych KD; i nakładania na nie obowiązku skierowania aktu oskarżenia (pozwu) przeciwko osobie winnej tych naruszeń.

Za to przypisuje się jej czynności stricte administracyjne, takie jak:

- prowadzenie rejestru zatarcia kar,
- składanie sprawozdań na Krajowym Walnym Zjeździe Delegatów,

- wnioskowanie do Okręgowego Walnego Zjazdu Delegatów – i to za pośrednictwem Prezydium ZG (czytaj Jana Kawalera) – o umorzenie i stwierdzenie nieważności orzeczeń terenowych KD, w przypadkach, gdy zostały podjęte z rażącym naruszeniem prawa.

Co to oznacza w praktyce? Wszelkie odwołania od orzeczeń i postanowień Okręgowych Komisji Dyscyplinarnych (a są one w projekcie Kawalera zawsze drugą instancją) muszą być zaopiniowane przez Prezydium ZG (czytaj: Jana Kawalera). Innymi słowy Prezydium ZG (czytaj: Jan Kawaler) będzie miało prawo do oceny zasadności kierowania wniosków GKD do Okręgowego Walnego Zebrania Delegatów o umorzenie i stwierdzenie nieważności orzeczeń terenowych KD. Tak więc praktycznie Jan Kawaler będzie orzekał o tym, czy odwołanie jest zasadne, czy nie. Czy trzeba do tego dodawać coś więcej? Nie ma żadnych wątpliwości, w czyim ręku jest władza. W obecnym Statucie zawsze można było złożyć skargę do organu niezależnego – do GKD – licząc na sprawiedliwość. Teraz sprawiedliwość wymierza jeden człowiek. Po co kłopotać się z GKD, skoro on może orzekać? On jest przecież najbardziej sprawiedliwym sędzią.

On jednak podzielił się tą władzą. Z kim mianowicie?

Po pierwsze; z delegatami na KWZD, bo dotąd KWZD mógł rozpatrywać tylko odwołania Zarządów Okręgów od decyzji Zarządu Głównego podjętych między zjazdami. A teraz będzie mógł rozpatrywać odwołania od decyzji władz naczelnych Związku; czyli także GKR, GKL i GKD, bo one zaliczone są do władz naczelnych.

Dlaczego Jan Kawaler ceduje te uprawnienia na Zjazd, na delegatów? Zdania są różne. Niektórzy twierdzą, że Zjazdem można zręcznie manipulować. Pomagają w tym kolesie. Większość z nich znalazła się tam z tzw. biernego prawa wyborczego. Wspierają go. Zresztą to nie takie trudne, ponieważ znaczna część delegatów to osoby bojaźliwe, nie mające własnego zdania, nie znające przepisów związkowych. Łatwo ulegają presji. Inni uważają, że łatwo grać na ich ambicjach, utwierdzając ich w przekonaniu, iż KWZD jest najwyższą władzą Związku; i ona, jako taka, może wszystko. A to nie jest prawdą. Nasz KWZD jest najwyższą władzą Związku. Nikt temu nie zaprzecza, ale Zjazd też ma ograniczone kompetencje. Może stanowić prawo związkowe, ale nie może mieszać się w orzekanie o winie, czy niewinności członków. Nasz KWZD jest odpowiednikiem Sejmu. Jakby to wyglądało, gdyby Sejm rozpatrywał odwołania obywateli od orzeczeń Sądu Najwyższego? Przecież to absurd. I na tym polega gra tego pana.

Oto jak myśli przeciętny, niezorientowany delegat na KWZD? Na co liczy autor tego pomysłu? Skoro Prezydent Związku tak nobilituje delegatów na KWZD, przyznaje im łaskawie tego rodzaju uprawnienia, utwierdza ich w przekonaniu, że są najwyższą władzą, to jakże tu głosować przeciw. Wybierzemy go powtórnie i będziemy głosować po jego woli. Taka jest w tym logika. Sprytne, prawda?

Po drugie; uprawnienia GKD Jan Kawaler scedował bezpośrednio na Prezydium ZG (czytaj: na siebie samego). W projekcie Statutu zapisał: Prezydium ZG może kierować oskarżenia do Komisji Dyscyplinarnej na członków, których działalność jest sprzeczna ze Statutem, regulaminami i uchwałami władz Związku. Dotąd Jan Kawaler mógł kierować oskarżenia wyłącznie na członków zawieszonych zarządów, ale teraz poszerzył swe uprawniania. Mimo, iż obecny statut nie pozwala mu na wystosowanie oskarżenia wobec mnie (zwyczajnego członka Związku), to jednak on to uczynił (czyli złamał Statut). Co więcej skłonił Przewodniczącego KD przy Okręgu w Katowice, by ten przyjął pozew i wszczął ponownie postępowanie dyscyplinarne wobec mnie.

Po trzecie; Jan Kawaler podzielił się władzą z Główną Komisja Rewizyjną, która mogła dotąd kontrolować całokształt działalności Związku z wyjątkiem orzeczeń Głównej Komisji Dyscyplinarnej. Teraz – wedle projektu Jana Kawalera – będzie mogła kontrolować całokształt działalności Związku; w tym także działalność wszystkich komisji dyscyplinarnych. Organ kontrolny weryfikuje orzeczenia sądu. To kolejny absurd niezgodny z zasadami trójpodziału władzy. Czyli Wiesław Tront będzie mógł kontrolować Tadeusza Gidaszewskiego. Dlaczego? Ponieważ jeden chodzi na pasku, a drugi się opiera. Proste!

Dalej; ważne kompetencje Głównej Komisji Dyscyplinarnej Jan Kawaler ceduje na Okręgowe Walne Zebranie Delegatów. W projekcie czytamy, iż do kompetencji OWZD należy rozpatrywanie i rozstrzyganie odwołań od orzeczeń wydanych przez OKD z rażącym naruszeniem prawa. Posłuchajcie koledzy. OWZD ma mieć władzę orzekania o winie lub niewinności członków Związku. Kolejny absurd. Kto tworzy to gremium? W większości hodowcy bez przygotowania prawniczego; nie znający Statutu i regulaminów. Jakie są tego konsekwencje? Ano m.in. to, że odwołania rozpatrywane będą tylko raz do roku, w miesiącu marcu; bo tylko wtedy zbiera się OWZD. Można chodzić z piętnem niesłusznie ukaranego (z wszystkimi tego konsekwencjami) prawie rok. Kto to wymyślił? Wszyscy wiemy. Jan Kawaler.

Ciśnie się na usta pytanie; skąd ów zamach na GKD? Czy dotąd źle funkcjonowała? Bynajmniej nie! Są opinie, że GKD była dobra. Miała tylko jedną wadę. Nie pozwoliła sobą manipulować. Nie spełniała czyichś oczekiwań. Prezesów Okręgów w większości trzyma się w ręce. Sposobów jest cała moc. Zjazdem przy pomocy kolesiów można manipulować, ale nad GKD nie da się zapanować. Tam są światli i wykształceni hodowcy o silnych osobowościach; część z nich to zawodowi prawnicy. Najpierw były problemy z Janem Dziubanem i Janem Krzyżaniakiem, a obecnie „stawiają” się: Tadeusz Gidaszewski, Władysław Lasota i Lechosław Grzyb. Daje się słyszeć głosy, że oni nie chcą realizować dyrektyw. Nie chcą karać niewinnych hodowców, których „trzeba ukarać”, a dążą do sprawiedliwości i chcą karać winnych, których z kolei ktoś broni, bo są czyimiś kolesiami.

Jest jeszcze drugi aspekt sprawy. W projekcie nowego Statutu Jan Kawaler usiłuje wprowadzić zmiany w kierunku zwolnienia od odpowiedzialności za podejmowane decyzje członków zarządów na wszystkich szczeblach związku; począwszy od sekcji, a skończywszy na ZG i Prezydencie. Dotąd przed oblicze komisji Dyscyplinarnej mógł trafić każdy członek Związku; w tym także Prezydent. Teraz już tak nie będzie. Jan Kawaler pozwany przed oblicze KD w swoim macierzystym Okręgu musiał fakt ten mocno przeżyć, skoro wprowadził w nowy statut zapis, iż teraz nie będzie można go w ogóle pozwać przed żadną KD. Nie tylko jego nie będzie można o cokolwiek oskarżyć, ale też żadnego członka Zarządu PZHGP; jeśli jego przewinienie związane jest z pełnieniem funkcji. Czyli, jeśli Prezydent Związku ewidentnie złamie Statut, to nikt nie może go postawić za to przed oblicze KD. Tak więc Jan Kawaler przyznaje immunitet bezkarności dla siebie i wszystkich członków zarządów.

ON SAM, PREZYDIA ZARZĄDÓW, ZARZĄDY, WSZYSTKIE TE ORGANA MOGĄ WYSTĘPOWAĆ Z OSKARŻENIAMI DO KOMISJI DYSCYPLINARNYCH WOBEC ZWYCZAJNYCH CZŁONKÓW ZWIĄZKU, ALE ZWYCZAJNY CZŁONEK ZWIĄZKU NIE MA PRAWA POZWAĆ KOGOKOLWIEK Z TYCH ORGANÓW. FAJNE, NO NIE! JAK ZA CZASÓW GŁĘBOKIEJ KOMUNY. RĘCE PRECZ OD WŁADZY. ONA JEST NIETYKALNA.

Ale przywileje dla zarządów idą jeszcze dalej. Do tej pory od opłat związanych ze składaniem pozwów i odwołań zwolnione były tylko zarządy PZHGP oraz członkowie honorowi Związku, występujące w sprawie jako strona. Obecnie od opłat zwolnione mają być zarządy i ich prezydia, prezesi zarządów PZHGP oraz członkowie honorowi Związku, występujące w sprawie, jako strona. Tego zapisu brakowało Janowi Kawalerowi w postępowaniu ze mną. KD przy moim oddziale domagała się od Prezydium ZG wniesienia opłaty z tytułu kosztów postępowania. Na skutek niewpłacenia tej opłaty, postępowanie umorzono. Mimo to przewodniczący KD przy Okręgu Katowice, Władysław Ćwiękała na wniosek Jana Kawalera wznowił to postępowanie. Wprowadzając do projektu nowego Statutu ów zapis Jan Kawaler przyznał się tym samym do tego, iż tego zapisu brakowało. Tak więc obaj panowie – Jan Kawaler i Władysław Ćwiękała – po raz kolejny złamali Statut.

Ale na tym nie koniec. Jan Kawaler, pisząc porządek obrad Zjazdu na dzień 27.09.2008, dopuszcza się kolejnego nadużycia. Umieścił w nim punkt 6 o następującym brzmieniu: „Rozpatrzenie odwołań od orzeczeń i postanowień Głównej Komisji Dyscyplinarnej wydanych z rażącym naruszeniem prawa.” Koledzy, póki co KWZD nie ma takich uprawnień. Wszyscy wiemy o tym, że wedle obowiązującego jeszcze Statutu orzeczenia GKD są ostateczne i nikt nie ma prawa ich zmieniać; poza przypadkami szczególnymi, które może rozstrzygać organ nadzorujący działalność naszego stowarzyszenia, jakim jest Prezydent Miasta Chorzowa. Pamiętam pewną sprawę, kiedy to Jan Kawaler w oficjalnym piśmie do Prezydenta Miasta Chorzowa, chcąc oddalić skargę jednego z hodowców napisał, iż orzeczenia GKD są ostateczne. Wówczas palcem nie kiwnął, żeby zmienić orzeczenie GKD. A tu masz – niespodzianka. Wówczas Jan Kawaler uznał orzeczenie GKD za ostateczne, a teraz nagle pod obrady zjazdu podaje rozpatrywanie odwołań od orzeczeń GKD.

Pytam dalej. Kto stwierdził, i w oparciu o jakie przesłanki, że jakieś postanowienie GKD jest wydane z rażącym naruszeniem prawa? Wygląda na to, że tak orzekł autor tego zapisu, osoba, która umieściła ów punkt w porządku obrad Zjazdu. Boć przecie Jan Kawaler wie najlepiej, które orzeczenie GKD wydane jest zgodnie z prawem, a które jest wydane z rażącym naruszeniem prawa.

Stawiam kolejną kwestię, czy delegaci na KWZD są w stanie rzetelnie rozpatrzyć tego rodzaju odwołania? Przecież większość z nich to osoby nieposiadające przygotowania prawniczego. Poza tym, kto potrafi w ciągu kilku, czy kilkunastu minut w jednym dniu zjazdu zbadać całokształt sprawy weryfikowanego orzeczenia. A odwołań tych może być kilka. Nad każdą ze spraw pracowało kilka komisji, zazwyczaj w kilku instancjach, a tu w ciągu kilkunastu minut na zjeździe, w atmosferze nerwowości i podniecenia, kilku przypadkowo dobranych delegatów ma ocenić, czy odwołanie jest słuszne, czy nie.

Jest jeszcze jedna kwestia. Czytałem Regulamin Komisji Dyscyplinarnej kilkakrotnie i nigdzie nie znalazłem zapisu, iż hodowcy przysługuje odwołanie się od orzeczenia GKD do jakiegokolwiek organu związkowego. Ale z woli Jana Kawalera, tak musi być, niezależnie od Statutu.

Jan Kawaler wprowadził do porządku obrad „Rozpatrzenie odwołań od orzeczeń i postanowień Głównej Komisji”, natomiast całkowitym milczeniem pominął bogatą, półtoraroczną korespondencję i utarczki z Prezydentem Miasta Chorzowa prowadzoną w związku z zarzutami kierowanymi pod adresem kierownictwa PZHGP o łamanie Statutu Związku. Jest to temat szczególnie aktualny w kontekście pozwu skierowanego przez niego do sądu o rozwiązanie PZHGP(*). Taka informacja należy się delegatom na KWZD; i jej przekazanie jest obowiązkiem obecnego kierownictwa. Ale to dla Kawalera temat ze wszech miar niewygodny. Trzeba to zataić. Rozumiemy to.

Wnioski z tej pobieżnej analizy materiałów na zbliżający się Zjazd są jednoznaczne. O co tu chodzi? Skąd konieczność tych zmian? To potrzeba chwili. Jan Kawaler uznał, iż:

- trzeba rozmyć i przejąć uprawnienia GKD, która dotąd była zbyt samodzielna i niejednokrotnie opierała się skutecznie naciskom z góry,

- trzeba zwiększyć zakres swej autorytarnej władzy dla walki z opozycją wewnątrzzwiązkową, która ujawnia i piętnuje złe zarządzanie PZHGP,

- trzeba ograniczyć prawa zwyczajnego członka, wreszcie

- trzeba też zadbać o immunitet nietykalności dla siebie i członków zarządów wszystkich szczebli.

Koledzy, w sytuacji, gdy wszyscy spodziewamy się zmian w zarządzaniu Związkiem idących w stronę demokracji, obecne kierownictwo podejmuje kroki w zupełnie w odwrotnym kierunku; zwiększenia zakresu i uprawnień swej autorytarnej władzy. Zobaczymy, czy delegaci tym razem na to pozwolą.

Piotr Patas

(*)
Prezydent Miasta Chorzowa, jako organ nadzorujący działalność PZHGP, z uwagi na uporczywe naruszanie postanowień statutu, w dniu 11.09.2008 wniósł pozew do Sądu Rejestrowego w Katowicach o rozwiązanie PZHGP, zawieszenie w czynnościach Zarządu Związku i wyznaczenie przedstawiciela do prowadzenia bieżących spraw stowarzyszenia. Podstawa prawna wniosku wynika z art. 29., ust. 1. pkt.3 i ust 2. Ustawy „Prawo o Stowarzyszeniach”.

Powrót



REJESTRACJA



| Zasady współpracy | Reklama | Regulamin | Kontakt |

Wszelkie prawa dotyczące kopiowania i rozprowadzania materiałów zawartych w serwisie DOBRYLOT.pl bez zgody właściciela ZABRONIONE
COPYRIGHT 2004-2012 © DobryLot.pl
Projekt i wykonanie: www.4PROJEKT.pl