LOGIN: HASLO:









Stanisław Górski - produkty i usługi dla branży gołębiarskiej
Nazwisko i rodowód

................................................................................................................................
Dobre gołębie

Dobre gołębie trafiają się rzadko. Kto ma w gołębniku jednego dobrego gołębia może uważać się za szczęśliwca. Mając dwa dobre gołębie można zostać mistrzem. Jeśli zaś Mistrz dochowa się czterech lub pięciu dobrych gołębi, wkrótce będzie super-mistrzem. Ale warto zdać sobie sprawę z tego, że ów supermistrz, oprócz tych pięciu dobrych gołębi ma jeszcze 100 lub 200 gołębi przeciętnych lub wręcz marnych. To są też gołębie tego supermistrza. Nie mają one wprawdzie wartości sportowej, ale – patrząc na sprawę od strony finansowej – są one dla Mistrza cennym kapitałem.

Dobre nazwisko to duże pieniądze

Klient wraz z gołębiem otrzymuje wspaniały rodowód, na którym figuruje nazwisko Mistrza wypisane dużymi literami. I właśnie to nazwisko i ten rodowód kosztuje zwykle dużo pieniędzy. Reszta jest mniej ważna. Gołąb jest dodatkiem. Gołębia kupujemy tak przy okazji. Nie ma przy tym żadnego znaczenia to, że ów mistrz w ostatnich latach nie zdobył nawet jednego konkursu. Ma nazwisko i je sprzedaje. Jest na ustach wielu przez kolejne lata. To jest najważniejsze. Nawet długo po śmierci, jego nazwiskiem firmuje się rodowody wielu gołębi. W ten sposób inni robią na nim złote interesy. Jedno, co zostało po gołębiach i „rasie” Mistrza. Tylko i wyłącznie jego nazwisko. Nic więcej . Dlatego ponawiam pytanie. Jaką wartość ma nazwisko Mistrza i co ma ono wspólnego z dobrymi gołębiami? Niewiele, albo wręcz – nic!

Rasa

Uważam, że są tylko dwie rasy gołębi. Dobra i zła. Nie wierzę w żadne rasy, w znaczeniu powszechnie używanym. Rasa w zrozumieniu przeciętnego hodowcy jest dziś synonimem jakiegoś znanego nazwiska. Znam wiele gołębników z wielkimi nazwiskami, w którym znajdują się najróżniejsze gołębie; zarówno pod względem ubarwienia, modelu i typu, jak i pochodzenia. W większości przypadków wprowadza się do nich ciągle nowe gołębie, i w tych gołębnikach je się krzyżuje. Ale pytając o szczegóły dowiadujemy się, że one wszystkie są z tej samej rasy. Noszą to samo nazwisko. Dziwne! Tak więc słowo rasa we współczesnym sporcie gołębiarskim nie oznacza nic innego, jak tylko nazwisko danego hodowcy. Tymczasem w historii nauki słowo rasa oznacza grupę ludzi, wyróżniającą się określonym zespołem cech przekazywanych dziedzicznie, jak np.: barwa skóry, oczu i włosów, kształt twarzy, nosa, i części mózgowej czaszki. Lub rasa u zwierząt – to grupa zwierząt w obrębie gatunku, odznaczających się swoistymi cechami przekazywanymi dziedzicznie.

Owszem o rasie mogą mówić hodowcy gołębi ozdobnych. Oni mają swoje mewki, turkoty, kingi, kapucyny, czy garłacze. Każda z tych ras ma swoje cechy szczególne. Z połączenia dwóch pawików otrzyma się zawsze pawiki. Ale u gołębi pocztowych jest inaczej. One wszystkie same w sobie stanowią rasę, tak jak owe mewki, turkoty, kingi, kapucyny, czy garłacze. W ramach rasy gołębi pocztowych można mówić raczej o gatunku, o rodzinie, szczepie, czy linii gołębi.

Z doświadczenia wiem, że w każdej rasie jest niewiele dobrych, ale więcej złych gołębi, dlatego słowu rasa nie przypisuję większego znaczenia. Jestem jednak przekonany o tym, że w obrębie rasy są rodziny czy linie, które posiadają większe walory rozpłodowe niż inne; i dlatego dają lepsze potomstwo. Jest też prawdą, że takie rodziny, szczepy, czy linie są rzadkością. Te pożądane walory rozpłodowe nie muszą mieć nic wspólnego z jakimś słynnym nazwiskiem, czy jakąś „rasą”, choć czasem mogą mieć. Linie te lub rodziny tworzy zazwyczaj jeden gołąb o nadzwyczajnych walorach rozpłodowych, tzw. super-rozpłodowiec, który z reguły bywa odkryty przypadkowo. Gdy w międzyczasie odkryjemy jeszcze to, że niektórzy z synów, czy córek posiadają równie wysoką wartość rozpłodową (a może również lotową), to możemy powiedzieć, że mamy ów lepszy „sort” (gatunek), albo lepiej – właściwy „sort” gołębi w gołębniku. Ten kto będzie wiedział, jak należy z tymi gołębiami rozumnie postępować, a przede wszystkim, jak łączyć je w pary, tego nazwisko przez następne lata będzie w gronie mistrzów.

Wskutek lekkomyślności i stosowania nieprzemyślanych krzyżówek ten obiecujący zaczątek rodziny, czy szczepu można jednak w krótkim czasie zmarnować. Tacy ludzie nie są warci miana hodowcy, ponieważ nie dadzą nawet szczęściu żadnej szansy. Jakże często słyszymy o jakimś nazwisku, które błyszczy jeden lub dwa sezony, by potem słuch o nim całkiem zaginął. Hodowca ów miał wówczas swój czas i dobre gołębie, ale najprawdopodobniej popełnił jakieś błędy. Jakie? Kto to wie? Nie chciałbym wyrokować, nie chciałbym „rzucać pierwszego kamienia”.

Własne błędy

Przed laty nabyłem pewnego rocznego samca za śmieszną sumę 250 Belgijskich Franków; była to wówczas równowartość 10 Niemieckich Marek. Z tego gołębia – bez nazwiska i rasy – wyhodowałem dobre potomstwo. Dawał dobre lotniki z każdą samiczką. Niektóre jego córki i synowie również dawały dobre potomstwo. To był wyjątkowy gołąb rozpłodowy; gołąb, który nie trafia się często. Ilekroć wspomnę tamte czasy i pomyślę, ile jajek po nim beztrosko wyrzuciłem, i ile jego potomków zmarnowałem, bądź nie doceniłem, tylekroć złoszczę się na siebie. Gdy kiedyś jakiś jego syn, czy córka choć trochę zawiodły moje oczekiwania, ja je po prostu z dalszej hodowli eliminowałem, zamiast przenieść je do gołębnika rozpłodowego i tam dać im szansę. Być może po nich uchowałbym dobre potomstwo, skoro była to rodzina o wyjątkowych walorach rozpłodowych.

Ileż czasu przesiedział on w gołębniku bezużytecznie. Kilka razy pożyczyłem go przyjacielowi na parę jajek lub młódków. Dzisiaj mam jeszcze pięć oryginałów po tym moim starym rozpłodowcu, z których regularnie odchowuję dobre młode. Z tego gołębia wywodzą się trzy moje najlepsze wdowce i dwie dobre lotniczki. Cała rodzina dobrze lotuje, a przy tym stosunkowo wiernie przekazuje swoje cechy na potomstwo. Mój przyjaciel w zeszłym roku gołębiami z tej rodziny zdobył mistrzostwo w lotach gołębi młodych.

Złości mnie to oczywiście, że nie zostawiłem po nim więcej potomków. Pocieszam się jednak tym, że uczę się na własnych błędach, i obiecuje sobie, że tego błędu już nigdy nie popełnię. Nie chcę popełnić tego błędu z przeszłości i dlatego w ostatnich dwóch latach niektóre młódki z tej rodziny od razu przeniosłem do gołębnika rozpłodowego. Nie wiem, czy był to właściwy krok, ale wskazuje on na to, że z moich błędów wyciągnąłem wnioski.

***********************

Tekst ten opracowano na podstawie artykułu z czasopisma „Gut Flug” (nr 8 z roku 1986), autorstwa Andre Roodhoofta, wielokrotnego mistrza Unii Antwerpskiej.


Tłumaczenie: Christian Lassotta
Opracowanie: Piotr Patas


***********************************
Sylwetka autora

Powiększ


Andre Roodhooft wśród swoich gołębi


Nazwisko Andre Roodhooft nie wymaga rekomendacji. Znane jest w całym gołębiarskim świecie. Jest to jeden z najwybitniejszych hodowców belgijskich. Przez około 30 lat prowadził stację hodowlaną Natural. Oprócz tego ma własną hodowlę. Autor setek artykułów o hodowli i lotach gołębi pocztowych. Zdobywca wielu tytułów i trofeów lotowych; m.in.:
- König Union Antwerpen (Mistrz Unii Antwerpia) w latach: 1983, 1988, 1992, 2000, 2002, 2005, 2006
- Generalmeister Weitstreckenclub Antwerpen (Mistrz lotów dalekodystansowych klubu Antwerpia) w latach: 1987, 1988.

Gołębie Roodhoft'a wywodzą się ze szczepu Gust'a Hoffkens'a; a te z kolei z Janssenów. Andre lotuje obecnie na krótkich i średnich dystansach.

Powrót



REJESTRACJA



| Zasady współpracy | Reklama | Regulamin | Kontakt |

Wszelkie prawa dotyczące kopiowania i rozprowadzania materiałów zawartych w serwisie DOBRYLOT.pl bez zgody właściciela ZABRONIONE
COPYRIGHT 2004-2012 © DobryLot.pl
Projekt i wykonanie: www.4PROJEKT.pl