LOGIN: HASLO:








Stanisław Górski - produkty i usługi dla branży gołębiarskiej
Niebieski z Mysłowic

2007-04-10  Piotr Patas
................................................................................................................................
Po raz pierwszy zwrócił moją uwagę na okręgowej wystawie w Rudzie Śląskiej. Był tam wystawiony w kategorii B. Zajął drugie miejsce. Z ośmiu lotów zdobył 795,51 punktów. To bardzo dobry wynik. W standardzie jego walory oceniono na 91,00 punktów. Prezentował się okazale. Jego klatka była ciągle oblegana. Nosi obrączkę rodową o numerze PL-0137-04-6. Jego właścicielami są Piotr Bakiera i Ludwik Amanowicz. Od kilku lat stanowią zgrany tandem. Kolega Piotr odpowiedzialny jest za hodowlę i loty, zaś kolega Ludwik za sprawy techniczne. Obaj są członkami oddziału 0137 Mysłowice.

Powiększ



Zawsze interesowały mnie wybitne lotniki. Skąd się biorą? Jak są wyhodowane? Jak są przez hodowcę prowadzone? Jak motywowane? Jaką metodą lotowane? Jak karmione, że są zdolne do nadzwyczajnych wyczynów? Czy są to takie sobie zwyczajne ptaki, czy też jakieś szczególne? Czy różnią się od innych zachowaniem? Czy mają jakieś specyficzne cechy fizyczne? Spróbujmy się nad tym zastanowić na przykładzie wspomnianego samczyka. Zacznijmy od pochodzenia. A zatem: jak został wyhodowany ten samczyk?
Ojcem „szóstki” – bo tak ze względu na numer rodowy nazywa go kolega Bakiera – jest oryginalny Belg z Janssenów z linii legendarnego „05”. Pochodzi z hodowli: Van Looy-Seymus. Zanim trafił do Polski był wybitnym lotnikiem. W karierze zdobył wiele konkursów; w tym trzykrotnie był pierwszy. Matką „szóstki” jest Polka. Nigdy nielotowana. Ciągle w rozpłodzie. Jej ojciec (czyli dziadek samczyka ze strony matki) to wybitny lotnik. W dwóch sezonach zdobył 22 konkursy; w tym dwa pierwsze w oddziale. Jego brat – równie wybitny lotnik. Jej matka (czyli babka „szóstki” ze strony matki) pochodzi z hodowli belgijskiej: van Elsacker – Jepsen. Tak więc samczyk PL-0137-04-6 „nie spadł z nieba”, lecz ma w rodowodzie same wybitne lotniki. Potwierdza to starą zasadę: że z niczego nie ma nic. Aby uchować asa, najlepiej hodować z asów – radzą mistrzowie.
Jaki to jest gołąb? Spokojny, czy nerwowy?
To ptak bardzo spokojny – mówi kolega Bakiera. Zachowuje się tak, jakby był świadom swojej wartości. Po gołębniku chodzi dumnie, niczym „gwiazdor”. Nie wiadomo dlaczego tak się zachowuje, ponieważ jest traktowany zwyczajnie, tak jak inne gołębie. Nie wdaje się w bitki, ale gniazda broni zaciekle. O swoje potrafi walczyć. Dobrze chowa młódki. Jest opiekuńczy, troskliwy, dobrze karmi. W ubiegłym roku przed lotami odchował dwa. Później, na jesieni jeszcze dwa.
Oczy ma szklane, „glass”, tęczówka jasno-czerwona. Jak Pan ocenia jego budowę?
Muskulaturę ma bardzo dobrą. Kościec w skali od 1 do 10 oceniam na 7.
Dlaczego tylko na 7? Czego mu brakuje?
Nie leży w ręce tak, jak powinien leżeć wybitny lotnik. Ale, może się mylę?
Skoro dobrze lata, to musi być dobrze zbudowany!!! Na kogo się podał; na ojca czy na matkę?
Z upierzenia zdecydowanie na matkę. Jest niebieska, ojciec jest nakrapiany.
Ile ma Pan rodzeństwa?
W tej chwili jest w gołębniku piątka jego rodzeństwa.
Jak lecą?
Brat jego jest znacznie większy, cięższy i może dlatego jest wolniejszy. Co prawda zdobył 10 konkursów, ale nie wraca „na szpicy”. Inne są młodsze, z ubiegłego roku.
Ile ma Pan po nim potomstwa?
Tylko trzy sztuki; z rocznika 2006.
Jak leciały?
Jego syn w lotach młódków ma wynik 5/5.
A jak on sam latał? Popatrzmy!

Powiększ



Jako młódek był 6 razy koszowany, zdobył 5 konkursów. W lotach nie błyszczał. Najlepsza pozycja na liście to 42. Ale jak wiemy, z młódkami bywa różnie. Czasem wróci wcześnie, a nie chce wejść. Wielu hodowców uważa za najważniejsze to, że młódek wraca regularnie, nie zanadto zmęczony. To dobry prognostyk na przyszłość.
Jako roczniak „pokazał pazurki”. Był 13 razy koszowany i zdobył 11 konkursów; w tym 4 z ponad 500 km. Na najdalsze dwa loty z ponad 800 km nie był koszowany. Pokazał, że potrafi być szybki. Z lotu drugiego wrócił jako trzeci w oddziale, raz był 5., trzykrotnie 8. Potem jeszcze 10, 13. To, jak na roczniaka, wynik wyśmienity.

Powiększ



Czy lotuje Pan tak ostro wszystkimi rocznymi?
Tak, ale na loty z odległości ponad 550 nigdy ich nie wysyłam.
Jako dwulatek „szóstka” potwierdził swoją wartość. Nie zawiódł pokładanych w nim nadziei. Był koszowany 13 razy i znów zdobył 11 konkursów; w tym większość czołowych. Z jednego lotu był pierwszy w oddziale, z innego – drugi, dwukrotnie zdobył trzecie miejsca, był jeszcze 4. 5. 6. 7. i dalej 35. 38..... To bardzo dobre pozycje.

Powiększ



W latach 2005-2006 samczyk zdobył 22 konkursy. W 10 lotach kategorii A - 966,8 pkt. W 8 lotach kategorii B - 795,5 pkt. W 11 lotach kategiorii D - koeficjent = 14,75. Kolega Bakiera uważa, że jego wynik mógł być jeszcze lepszy. Mówi tak: Konstatujemy gołębie przy użyciu ESK. Jest to wprawdzie wygodne, bo nie trzeba brać gołębi do ręki, by zdjąć obrączkę kontrolną, ale ma też wady. Bywa tak, że gołębie wzajemnie zabierają sobie dobre miejsca i koeficjenty. Eliminują się wzajemnie. Niebieski „szóstka” stracił co najmniej 3 razy lepsze miejsce. Jednym razem siadł jako pierwszy, a za jakieś kilkanaście sekund – kilka następnych ptaków. Bodaj sześć z nich weszło i zostało skonstatowanych przez ESK. On wszedł dopiero jako siódmy. Raz wrócił jako pierwszy, lecz trochę posiedział na desce. Już miał wejść, ale w międzyczasie siadł drugi gołąb. On się cofa, za nim grucha. Tamten wskakuje, a on dopiero za nim. Znów strata. Koeficjent gorszy. Tak oto dobre miejsca przepadają!!! Z piętnastego lotu z Zielonej Góry wrócił jakieś pół godziny po zakończeniu konkursu. Cały upaprany błotem. Prawdopodobnie stało się to gdzieś nad jakimś stawem, gdy próbował ugasić pragnienie. Albo nie napojono gołębi przed startem, albo on nie znalazł w kabinie rynienki z wodą.
Tu widać, jak wielkie znaczenie ma pojenie gołębi przed startem. Niezaspokojone pragnienie kosztowało go konkurs. Jak metodą lotuje „szóstka”?
W obydwu sezonach leciał jako wdowiec. Początkowo jego samica też leciała, ale ponieważ zdarzało się, że minimalnie go wyprzedzała, psując mu koeficjent, dwa razy zostawiłem ją w domu, gdy spodziewałem się, że lot będzie szybki. Z tego powodu nie koszowałem też jego bratanka. Oboje były poza pięćdziesiątką i „psuły mu wynik”. Przegrywamy nie tylko z tego powodu, że nasze gołębie wzajemnie zabierają sobie dobre koeficjenty. Przegrywamy też ze względu na niekorzystne położenie gołębnika. Jesteśmy wyraźnie z boku trasy przelotów. Większość gołębi nadlatuje w stadzie nad Mysłowice i dopiero nad miastem rozlatuje się do gołębników. Nasze mają najdalej w bok. Najwięcej jednak tracimy, gdy stado zostaje zepchnięte na południe i gołębie wracają z przeciwnego kierunku. Ale niestety na to nie ma rady. I tak jesteśmy zadowoleni, ponieważ zarówno w roku 2005, jak i w 2006 zdobyliśmy wicemistrzostwo w oddziale. W ubiegłym roku prowadziliśmy przez cały sezon. Przegraliśmy na dwóch ostatnich lotach, bo ze względu na punkty odległościowe są one najwyżej punktowane.

Powiększ



Czy Pan „szóstkę” jakoś specjalnie motywuje na loty?
Nie, jest traktowany jak wszystkie inne.
Czy pokazuje ma Pan samicę przed lotem?
Jeśli pokazuję wszystkim samczykom, to i jemu. Gdy koszujemy gołębie wcześnie rano, np. o 5-tej, to nie ma na to czasu.
Kiedy był połączony w parę?
W zeszłym roku około 20 marca. W tym roku – ostatniego dnia lutego. Najpierw pary zakładają gniazdo. Samiczka znosi jajka i razem odchowują pierwszy lęg potomstwa. Potem są drugie jajka, które wyrzucam.
Nie podłoży Pan tych jajek mamkom? Przecież są zbyt cenne! Jeśli ma je Pan wyrzucić, to ja je chętnie wezmę.
Nie ma sprawy.
Kiedy partnerzy przechodzą na wdowieństwo?
Pierwsze 2-3 loty pary lotują „z gniazda”. W sobotę po koszowaniu zabieram wszystkie młódki z gołębnika. Po powrocie z lotu, po spotkaniu parterów w celach, pary zostają rozdzielone i od tego czasu są traktowane jak wdowce i wdowy. Oblatują się codziennie, metodą okrężną. Jednym otworem wylatują w powietrze, a innym wchodzą z powrotem do środka. Spotykają się ze sobą z reguły przed koszowaniem i zawsze po powrocie z lotu.
Jak długo trwają spotkania?
Gdy widzę, że partnerzy bardzo lgną do siebie i nie mogą się sobą nacieszyć, to zostawiam ich ze sobą dłużej. Gdy natomiast samczyk jest bardzo zmęczony i nie ma za bardzo ochoty gruchać, to samiczkę zabieram mu wcześniej.
Samczyk „szóstka” ma bardzo dobry wynik. Dlaczego nie był na Olimpiadzie?
Po wystawie okręgowej, na ogólnopolską chciałem wystawić go w kategorii D, bo – jak się w międzyczasie dowiedziałem – w kraju w były gołębie z lepszymi wynikami w kategorii B. O to przekwalifikowanie zwróciłem się najpierw do kierownictwa Okręgu Katowice, Andrzeja Ficka i Kazimierza Ludygi. Oni jednak nie chcieli podjąć decyzji, odsyłając mnie do Zarządu Głównego. Nie udało mi się tam dodzwonić. W tej sprawie z wiceprezydentem Zygmuntem Maśnicą rozmawiał w końcu prezes Rejonu Siemianowice – Jan Synowiec. Obiecano mu, że jeśli na ogólnopolskiej mój samczyk znajdzie się w trójce najlepszych w kategorii D, to na olimpiadę pojedzie. Obietnicy tej jednak pan Maśnica nie dotrzymał. Interweniowaliśmy. Zlekceważył nas. Tuż przed wyjazdem do Ostendy ze względu na braki formalne w dokumentacji wycofano z reprezentacji w kategorii D innego gołębia, lecz na jego miejsce wybrano jeszcze innego, także z gorszym wynikiem niż nasza „szóstka”. Nasz ptak z lepszym wynikiem został w gołębniku, a na olimpiadę pojechał z wynikiem gorszym. Nie wiem dlaczego. Wydaje mi się, że nie jest to fair!!! Kierownictwo Związku nie spisało się. Nie dba o interesy hodowców, Związku i kraju. W rezultacie w Ostendzie w kategorii D zdobyliśmy miejsca: 3. 9. i 10., a moglibyśmy mieć: 3. 6. i 10. Niby różnica niewielka, a jednak. Ale komu na tym zależy?

Powiększ



Czy w tym roku „szóstka” znów poleci?
Oczywiście!
Czy da Pan go na 800?
Nie!
Czemu?
To zbyt cenny gołąb Nie będę ryzykował. Nie wiem, czy ten dystans mu odpowiada, czy poradziłby sobie? On jest przecież z Janssenów. Jest szybki, ale nie wiem, czy 800 km, nie jest dla niego zbyt daleko? On zrobi wszystko na lotach do 550 km, nawet wynik do kategorii D. Na „Maraton” mam inne gołębie, np. te z „Wagnerów”.
Spróbujmy zreasumować.
1.„Szóstka” nie wziął się z nikąd. Nie jest z byle jakich gołębi. Ma w rodowodzie samych wybitnych przodków, i to w bezpośredniej bliskości; rodzice, dziadkowie, pradziadkowie. Potwierdza to zasadę powtarzaną wielokrotnie przez mistrzów, iż najpewniej chować po wybitnych gołębiach.
2.Szybki gołąb musi się takim urodzić. Nie pomogą żadne, specjalne motywacje. „Szóstka” ma brata. Mimo iż jest prowadzony identycznie i zdobywa konkursy, to jednak nie jest tak szybki, jak „szóstka”.
3.Jakkolwiek hodowcy tego nie sprawdzili, to jednak przypuszczają, że „szóstka” jest dobry na dystansach krótkich i średnich do około 550 km. Na loty dalekie mają inne gołębie. Takie jest obecnie podejście do lotowania na Zachodzie. Tam jest specjalizacja. Niemcy, Belgowie, Holendrzy uważają, że nie ma gołębi uniwersalnych, które byłyby w stanie zdobywać czołowe konkursy zarówno z odległości 100, 200 km, jak i 800 i 1000 km. Uważam, że i my prędzej, czy później to zrozumiemy.
4.Spóźnienie „szóstki” z lotu z Zielonej Góry uczy, że gołąb przed startem powinien być napojony. Przerwanie lotu w celu ugaszenia pragnienia, np. nad jakimś zbiornikiem wodnym zawsze związane jest ze stratą czasową. Przy szybkim locie może kosztować konkurs!
5.Trzeba nam zmienić zasady kwalifikacji gołębi na olimpiady. Nie może być tak, byśmy na olimpiadę wysyłali gołębie z gorszymi wynikami, a te z lepszymi pozostawałyby w gołębnikach.

Piotr Patas

Powrót



REJESTRACJA



| Zasady współpracy | Reklama | Regulamin | Kontakt |

Wszelkie prawa dotyczące kopiowania i rozprowadzania materiałów zawartych w serwisie DOBRYLOT.pl bez zgody właściciela ZABRONIONE
COPYRIGHT 2004-2012 © DobryLot.pl
Projekt i wykonanie: www.4PROJEKT.pl