LOGIN: HASLO:








Stanisław Górski - produkty i usługi dla branży gołębiarskiej
Zatrzymanie jaja

2006-12-31  Dr. Zsolt Talabér
................................................................................................................................
Miałem ostatnio w swojej praktyce bardzo ciekawy przypadek. Zadzwonił do mnie pewien hodowca, ponieważ jedna z jego samic nie mogła znieść jaja, które było wyczuwalne tuż przed kloaką. Próbował on naoliwić kloakę poprzez zastosowanie oleju parafinowego, ale takie postępowanie niewiele pomogło. Była to dla niego bardzo cenna samiczka rozpłodowa, przypomniał sobie więc, że innym rozwiązaniem może być zabieg chirurgiczny. Niestety, byłem wtedy daleko poza miastem i spodziewałem się, że nie wrócę przed późnym wieczorem. Hodowca zabrał więc swoją samicę do gabinetu mojego kolegi, jednak następnego dnia i tak zobaczyłem go u siebie. Od tego momentu, chciałbym krótko wyjaśnić zaburzenie, które nazywamy zatrzymaniem jaja. Jest to stosunkowo częste zaburzenie u ptaków, gdy samice nie potrafią znieść w pełni rozwiniętego jaja. W większości przypadków przyczyną tej przypadłości może być większy niż zazwyczaj średni rozmiar jaja. Takie „absolutnie” nadwymiarowe jajko nie może przejść poprzez końcową część jajowodu lub przez kloakę. O jajku „względnie” nadwymiarowym mówimy, kiedy nie jest ono istotnie większe niż średnia, ale jajowód lub kloaka są zbyt wąskie, aby mogło się ono bez trudu przemieszczać naprzód. Obecność wąskiego jajowodu może być wynikiem wcześniejszego stanu zapalnego lub jego fizycznego uszkodzenia. W czasie procesu gojenia się powstające blizny sprawiają, że narząd obkurcza się i sztywnieje. Nieprawidłowości anatomiczne, które mają podłoże genetyczne lub np. zbyt słaba ściana jajowodu mogą być również przyczynami zatrzymania jaja.
Jakakolwiek by nie była tego przyczyna, wartość gołębia rozpłodowego jest określana, po części, poprzez jego zdolność do przekazywania doskonałych założeń genetycznych na swoje potomstwo. Doskonałe założenia genetyczne jako takie są bezużyteczne z punktu widzenia hodowcy, jeśli samica ma trudności w reprodukcji, a mianowicie w formowaniu jaja, znoszeniu jaj czy też w odchowywaniu młodych. Utrzymywanie w hodowli takich samic nie powinno być niczym usprawiedliwione, albowiem takie zaburzenia są zazwyczaj przenoszone na potomstwo. Z punktu widzenia hodowcy, szczególnie destrukcyjne są te schorzenia, które kodowane są (wyznaczane) przez geny recesywne, odziedziczane w sposób utajony. Tak dziedziczone zaburzenia (choroby) mogą pozostawać niezauważane w stadzie gołębi przed bardzo długi okres czasu, do momentu, gdy liczba osobników posiadających wadliwy gen recesywny niezauważalnie wzrośnie. Wówczas, kiedy udział wadliwego gen dojdzie w stadzie do pewnego, niebezpiecznego poziomu procentowego, nagle zamanifestuje swoją obecność. Oznacza to, że zaburzenia wywoływane poprzez wadliwy gen nadchodzą nagle, prawie niczym epidemia. Może się to zdarzyć także w przypadku zatrzymywania jaja, bowiem również ono ma swoje podłoże genetyczne. Często jedynym wyborem w takich przypadkach jest całkowita wymiana gołębi rozpłodowych. Dlatego też, natychmiastowe wykluczenie z rozpłodu ptaków, które są podejrzane o nosicielstwo wadliwych genów jest wysoce polecane.
Wróćmy jednak do mojego byłego klienta, który zdecydował się zrobić swojej samicy prześwietlenie w lecznicy mojego kolegi. Uzyskane zdjęcie rentgenowskie nie dało jednakże dobrej wskazówki diagnostycznej (później dowiemy się dlaczego). Nie było do końca jasne, czy na widocznym zdjęciu znajduje się samo jajo, ponieważ widoczny obiekt nie dawał takiego dobrego kontrastu jak zwapniony organ (np. kość czy jajo), czego się po nim spodziewano. Ostatecznie, właściciel gołębia nie chciał podjąć ryzyka i kosztów potencjalnej operacji, i uśmiercił ptaka. Następnego dnia przyniósł ciało ptaka do mojej lecznicy w celu dokonania drobiazgowej sekcji zwłok. Badanie zewnętrzne wykazało namacalny obiekt przed kloaką, który był większy niż średni rozmiar jaja gołębia. Jednakże w dotyku obiekt ten wydawał się twardy i elastyczny, bardziej przypominając guz nowotworowy niż jajo. Kiedy z dużą ciekawością otworzyłem jamę brzuszną, okazało się, że obiekt zlokalizowany był w końcowym odcinku jajowodu. Rzeczywiście, było to jajo. Kiedy przeciąłem ścianę macicy, ukazało się naprawdę duże jajo, które jednak nie posiadało zwapnionej skorupy (była to przyczyna braku właściwego kontrastu na zdjęciu rentgenowskim). Kiedy je następnie rozpołowiłem, pojawiła się następna niespodzianka: środek jaja nie wykazywał typowego dlań obrazu, nie zawierał bowiem płynnego białka i żółtka. Zamiast tego, jajo wypełniał ułożony warstwami twardy i elastyczny materiał. Wyglądało to tak, jak gdyby zarodek już rozpoczął swój rozwój wewnątrz ciała samicy. Poza pierwszym jajem, znalazłem w jajowodzie także drugie, jeszcze większe. Nie wykazywało ono nawet typowego kształtu, jak pierwsze; jego dłuższa oś była dziwnie powyginana. Skorupka tego jaja, tak jak pierwszego, nie była zwapniona. Kiedy ostrożnie przeciąłem drugie jajko na pół, dokładnie na wskroś dłuższej osi, przeżyłem szok. W drugim, dużym jajku stwierdziliśmy prawie kompletnie rozwinięte pisklę. Widoczny obraz jasno pokazywał na częściowo zaabsorbowane (pochłonięte) żółtko, w miejscu, w którym zazwyczaj zlokalizowany jest zarodek. Jego głowa, czaszka, nawet kształt dzioba były wyraźnie dostrzegalne, równie dobrze jak kości całego ciała, a nawet tak delikatna struktura jak połączenie zarodka z żółtkiem jaja. Próbując odnaleźć wytłumaczenie tego niecodziennego przypadku prawdopodobnie je znaleźliśmy. Na mostku ptaka obecne były znaki po wcześniejszych uszkodzeniach. Wskazywało to na to, że gołąb miał ostatnio wypadek, uderzając być może w twardy obiekt. Mogło to spowodować fizyczne uszkodzenie jajowodu, czyniąc go niezdolnym do wytworzenia skorupy w pierwszym jaju w czasie jego przechodzenia przez ten narząd. Następnie, drugie rozwijające się jajo, które było notabene jeszcze większe, utknęło w jajowodzie za tym pierwszym. Te dwa jaja nie mogły opuścić ciała ptaka, nie zabijając go jednak. To dlatego było wystarczająco dużo czasu, aby doszło do rozpoczęcia rozwóju zarodków wewnątrz ciała gołębicy. Rozpatrując filozoficznie, analizując ten przypadek później, można rozważania te zakończyć interesującymi i odważnymi przypuszczeniami. Jeśli, przez przypadek, samica mogłaby w końcu być zdolna znieść jajka i niedoszłe pisklęta byłyby zdrowe, mogłyby się wykluć przed końcem normalnego okresu wysiadywania, podrzucając hodowcy twardy orzech do zgryzienia, aby mógł wyjaśnić, co się naprawdę wydarzyło. Albo, idąc jeszcze dalej, jakie mogłoby być zaskoczenie, jeśli samica mogłaby urodzić dwa żywe pisklęta! Brzmi to trochę jak fikcja (fantastyka) naukowa, jednak w ewolucji są opisane prawdziwe przypadki, jak ten powyżej. Faktycznie, możemy odnaleźć gatunki żyworodne, inne niż ssaki, na wcześniejszych szczeblach drabiny ewolucyjnej. Takimi stworzeniami są na przykład rekiny i żmije. Wydaje się, że prawdopodobieństwo tego prawdopodobieństwa jest dane również innym żyjącym na Ziemi gatunkom. Czyżby w trakcie tej nieszczęśliwej dla gołębicy sekcji wydarzyło się coś, co dało wzgląd w najgłębsze sekrety ewolucji organizmów?

Tłumaczenie: dr Andrzej Dybus

................................................................................................................................
Polecamy produkty firmy Dolfos s.c.:


Powrót



REJESTRACJA



| Zasady współpracy | Reklama | Regulamin | Kontakt |

Wszelkie prawa dotyczące kopiowania i rozprowadzania materiałów zawartych w serwisie DOBRYLOT.pl bez zgody właściciela ZABRONIONE
COPYRIGHT 2004-2012 © DobryLot.pl
Projekt i wykonanie: www.4PROJEKT.pl