LOGIN: HASLO:









Stanisław Górski - produkty i usługi dla branży gołębiarskiej
Hodowca, gołąb, gołębnik, butelka???

2009-09-18  Marek Trzaska
................................................................................................................................
Wielu z nas zadaje sobie ciągłe pytania; gdzie leży tajemnica do osiągnięcia sukcesu w naszym sporcie, co jest kluczową sprawą, czy jak kupię gołębie od Pana X będę mistrzem?, czy tylko podsycę nadzieję, a może jakiś tajny sekret, może jakaś nowa buteleczka, mikstura??

Na takie i podobne tematy dywagacje trwają godzinami w miejskich barach przy piwie i dymie papierosów.
Każdy z wymienionych czynników ma swoich zwolenników; wielu twierdzi że to gołąb odgrywa kluczowa sprawę, że to gołąb swą walecznością i temperamentem zwalcza trudy podczas powrotu do domu, inni zaś są zwolennikami tricków, buteleczek i środków które są efektem najnowszych badań, szanse widzą jedynie w najnowszych broszurach prominentnych producentów. Jeszcze inni dzielą procentowo np. 80% gołąb , 20 % gołębnik i tak dalej i tak dalej.
Może taki podział jest spowodowany chęcią usprawiedliwienia swoich niepowodzeń po zakończonym sezonie???,
Ja osobiście uważam, że to hodowca jest odpowiedzialny za los swój i swojej hodowli, to on wie, a przynajmniej powinien wiedzieć, jakie gołębie chce mieć na swoim gołębniku i od kogo, czy gołębnik jest dostosowany do klimatu, sposobu lotowania, czy karmienie w zależności od dystansu nie jest zbyt obfite, zbyt ubogie. To hodowca decyduje ile gołębi, w jakim gołębniku i czym będzie je karmił, jakie suplementy będzie stosował. Przecież gołąb pomimo złej wentylacji, wilgoci itp. nie jest w stanie sam tego zmienić, co gorsza nawet nam o tym nie powie, nie dosłownie. Gołębnik nie jest w stanie otwierać wlotu dla dobrych gołębi, a zamykać dla złych, do tego dozować karmę. Za wszystko to jest odpowiedzialny człowiek. Oczywiście gołąb i gołębnik nie mówi, ale hodowca który ma talent, czuje klimat gołębnika i widzi po zachowaniu gołębia, po jego kondycji, połysku piór oka, kolorze nóżek, chęci do latania, kompania itd. czy środowisko jakie mu stworzył jest dobre. Podział procentowy ile komu przypada jest całkowicie nieuzasadniony tak jak i przypisywanie sukcesów danej hodowli tylko miksturom i gołębiom. W obecnych czasach często się spotykamy z opinią na temat dobrego hodowcy że "koksuje" , "szprycuje", że ma coś nowego itp. Itd., często jest to podyktowane zwykłą zazdrością, natomiast nikt nie docenia ogromu pracy jaki dany hodowca wkłada w swój wynik, i nie tylko w sezonie lotowym, ale podczas całego roku.


Jak sobie z tym poradzić??

W pierwszej kolejności zadajmy sobie pytanie jakim jesteśmy hodowcą/człowiekiem?? Czy mamy dużo pieniędzy?? czy też nie, czy jesteśmy już w czołówce, czy gdzieś po środku listy, czy na końcu.

Z pewnością hodowca, czy też ktoś zainteresowany rozpoczęcie hodowli kto jest bogaty, a pieniądze nie stanowią dla niego jest z pewnością w uprzywilejowanej pozycji. Zazwyczaj wygląda to tak, że taki hodowca rządny sukcesów udaje się do najbardziej rozreklamowanych hodowli w Europie, lub walczy o okazy na zagranicznych aukcjach internetowych. Ale tak jak dodałem, jest tylko uprzywilejowany, co nie oznacza, że od razu będzie mistrzem, często tak nigdy się nie stanie. Historia naszego sportu, nawet z najbliższego otoczenia dowodzi, że często czujemy się już pobici, zanim loty się rozpoczną, ponieważ ktoś z sekcji, oddziału nabył oryginały u Koopmana, Prange czy innych topowych nazwisk, jednak w trakcie sezonu okazuje się coś innego. Że może i dany hodowca miał jakieś epizody godne uwagi, ale całokształt nie wywiera wrażenia i na uwagę nie zasługuje. Mało tego, taki hodowca często staje się obiektem żartów, traci dziesiątki tysięcy, a zostaje pobity przez szeregowego członka sekcji, który w życiu nie wydał złotówki na gołębia.
Dzięki Bogu, że tak jest, bo w przeciwnym razie w tym sporcie liczyliby się tylko Ci, którzy maja pieniądze.
Ponownie wszystko sprowadza się do hodowcy jego klasy, wyczucia i zmysłu. Samo kupowanie najdroższych gołębi nie gwarantuje niczego, a jedynie stawia nas w uprzywilejowanej pozycji.

Przykład z życia:
Niebieski "454"



Kiedyś na początku mojej współpracy sprowadziłem pierwsze gołębie od Fredericka, było to w 2003r - około 45szt.
Niemalże wszystkie gołębie w 2003 roku zostały sprzedane, 3-4 szt w 2004roku. Niestety jednego samczyka nikt nie chciał kupić ze względu na jego pokrakowatą wtedy budowę, był chudy i wysoki na nogach, w ręce raczej kościsty, do tego nie całkiem wypierzony. W 2006 roku wyhodowałem z niego 3 młode, lotowane są do dnia dzisiejszego z czego:

9084-06 – 3x1 konkurs i wiele innych czołowych
9085-06 – 1.1.3.6.17.30 …tylko w 09’ i wiele innych czołowych
9033-06 – 4x3 konkurs i wiele czołowych
2392-08 –2009 kategoria A 9,8 ceof

Samczyk ten wydaje z różnymi samicami czołowe gołębie, nadal wygląda mało atrakcyjnie... , ale skoro jedno-gniazdki 9084 i 9085 razem w 2 lata zdobywają 5x1 konkurs a ich siostra 4x3ci w czym 2x3 z lotów ponad 700km to daje mi to do myślenia, i zanim usunę gołębia z pozoru mało atrakcyjnego zastanowię się 2-3 lata.

W przypadku tego gołębia z pełną powagą mogę powiedzieć, że wybrali go ludzie, bo tylko jego zostawili uznając za kiepskiego.

Taki przypadek dowodzi jeszcze czegoś innego, a mianowicie że nie ma fachowca, który potrafi wybrać takiego gołębia rozpłodowego.

Gołąb, który nie potrafił przykuć czyjejś uwagi wydał tak doskonałe lotniki…dzięki temu przypadkowi sam stałem się ostrożny w wydawaniu decyzji, opinii na temat jakiegoś gołębia.


Z takiego przypadku można wywnioskować jeszcze coś innego, a mianowicie: hodowca majętny zbyt często kupuje gołębie od pseudo nazwisk, często hodowców, którzy już teraz nie odnoszą takich sukcesów jak dawniej a są jedynie promowani za słoną opłatą, szczycą się papierami, a gołębia traktują jako dodatek; a powinno to mieć wręcz odwrotny rezultat.
Hodowca z kasą nie jest tak cierpliwy, na jego wolierze często jest duża fluktuacja gołębi, i zanim się zorientuje, że posiadał coś wartościowego, to już tego niema.

Mój "454" pewnie nie miałby możliwości się wykazać gdybym nie trzymał go na wolierze przez 2-3 lata, co się jeszcze okazało jedna z jego córek w 2004 roku zdołała zdobyć 1 konkurs na którymś z lotów młodych, ale kto tam do tego przywiązuje uwagę.


Wracając do tematu, jeśli ktoś nie jest majętny nie oznacza to, że nie może wygrywać i być championem. Hodowca taki będzie bardziej cenił to co ma, będzie cierpliwszy. Zawsze może nabyć gołębie od kogoś z klubu, kto wygrywa lot po locie, sezon po sezonie. Kupowanie drogich gołębi nie oznacza kupowanie dobrych, to tylko często karmienie złudzeniami własnych marzeń i budowanie zamków na piasku. Kupując gołębie gdzieś daleko na zachodzie oglądamy je i patrzymy im w gardło, oczy, płacimy setki Euro, a czy wtedy nie byłoby lepiej patrzyć w oczy sprzedawcy?? z doświadczenia wiem, że tam najczęściej widać jaką jakość gołębi kupujemy, niestety nie często tam jeździmy…Kupując gołębie z okolicy mamy możliwość po czasie skonfrontować własne wyniki z hodowcą u którego nabyliśmy gołębie. Ktoś kto sprzedaje gołębie komuś z okolicy zastanowi się kilka razy zanim sprzeda coś bezużytecznego, bo będzie się zwyczajnie obawiał złej opinii, będzie wiedział, że jak sprzeda kiepski materiał to prędzej czy później przyjdzie mu za to zapłacić jakąś cene.

Z pewnością w naszym sporcie nie trzeba być starym by wygrywać, nie trzeba być mężczyzną by wygrywać, nie trzeba mieć fortuny – wystarczy co nieco, ale jedno co trzeba mieć – to wyczucie, talent, spostrzegawczość, nie posiadając tego można mieć miliony i dalej być "bitym" przez kolegów z sekcji.


Dobry Lot
Marek Trzaska

Powrót



REJESTRACJA



| Zasady współpracy | Reklama | Regulamin | Kontakt |

Wszelkie prawa dotyczące kopiowania i rozprowadzania materiałów zawartych w serwisie DOBRYLOT.pl bez zgody właściciela ZABRONIONE
COPYRIGHT 2004-2012 © DobryLot.pl
Projekt i wykonanie: www.4PROJEKT.pl